23 września 2012

#30

Znowu mi coś nie pasuje. Mam swoje humory. Ranię ludzi. Nie chcę tego robić, a jednak. Kiedy tak mi się dzieje to najchętniej zamknęłabym się w swoich czterech ścianach. Zasłoniłabym czarnymi zasłonami okno. Zgasiłabym światło. Wyłączyła telefon. Położyłabym się na łóżku i rozmyślała, a jednocześnie czekała. Czekała na jakąś osobę, która zadzwoni do moich drzwi i przyjdzie zobaczyć co się ze mną dzieję, bo nie dawałam znaku życia. Ciekawe kto by to był? Nie wiem. Raz już tak zrobiłam w czasie wakacji i nikt nie zapukał do mych drzwi. Chyba jestem z tym wszystkim sama. Nie mam wsparcia. Zastanawiam się po co ja w ogóle żyję? Jaki jest temu cel? Co ja mam osiągnąć? Komu pomóc? Kto się przez moje życie czegoś nauczy?


xoxo

10 komentarzy:

  1. Znam to.
    Celem jest szukanie szczęścia, i walka pomimo przeciwności losu. Trzeba zauważać każde małe szczęście naokoło. Piękno świata. Taki jest sens życia. Walka. Walka o swoje marzenia na przekór wszystkiemu i wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie możesz mówić, że nie wiesz po co żyjesz, że nie widzisz w tym żadnego sensu. nie to że jestem religijna czy coś, ale uważam że Bóg każdemu z nas dał życie z jakiejś przyczyny, bez powodu by tego nie zrobił. Może teraz nie dostrzegasz sensu swojego życia, ale być może z czasem zobaczysz że nie jest ono wcale takie złe :)
    + bardzo podoba mi się Twój blog, dlatego z miłą chęcią go zaobserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jesteś sama. Masz rodzinę, masz na pewno przyjaciół/ przyjaciela/ przyjaciółkę, masz choćby nas-osoby, które przechodzą przez bardzo podobne, nawet jeśli nie te same sytuacje co Ty.
    Żyjesz bo nie jesteś słaba, tylko tchórze uciekają od problemów. Bo życie składa się w połowie z problemów. Mniejszych, większych.

    Ale jest też ta druga połowa, na którą czasem trzeba trochę poczekać.
    Bo przecież nie ma tęczy bez deszczu, nieprawdaż?

    Trzymaj się

    xxx Szarlotka

    OdpowiedzUsuń
  4. też czasem zastanawiam się nad sensem mojego życia i nad jego celem ...
    do tej pory nie wiem, ale wiem jedno.
    wiem, ze nie mogę się poddać i muszę walczyć. wiem, ze coś chcę w życiu osiągnąć, więc się staram... najlepiej jak mogę, chociaż nie zawsze mi to wychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobre to jest, że przelewasz w posty swoje uczucia, emocje, pisanie wyzwala energię, oczyszcza umysł. Głowa do góry, będzie dobrze, musi być.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięx za komentarz. Czekam cierpliwie na nowego posta u Ciebie:)) Chętnie przeczytam:)) Pozdr.:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ludzie mają ten "problem", że nie potrafią czytać w myślach. Nikt nie wie, że coś Cię boli, że masz problem jeśli o tym nie powiesz. Sami jesteśmy sobie winni cierpiąc w samotności, jeśli ukrywamy uczucia. Musisz precyzować, mówić otwarcie. Nie ma tak, że nikt Cię nie rozumie. Są takie osoby tylko musisz dać im szansę. Jeśli zamkniesz się w domu czekając, aż ktoś wpadnie ot tak, to możesz czekać bardzo długo. Ludzie są zajęci własnym życiem. Możesz stać się jego częścią tylko zadzwoń i powiedz, że chcesz spotkać się, pogadać. Zamykanie się w czterech ścianach nic nie da. Ludzie są egoistami z natury. Kiedy Ty ostatnio pomyślałaś, żeby odwiedzić kogoś bez zapowiedzi, sprawdzić, czy żyje? No właśnie. Wyjdź do ludzi, zajmij się czymś, a zobaczysz, że przykre myśli same znikną. A co do zyciowego celu... Kto z nas tak naprawdę go ma i do niego dąży? Trzeba się zadowolić tym co jest tu i teraz. Uśmiechać się, kochać, marzyć. A jeśli wpadnie Ci do głowy coś, co mogłabyś zrobić i poczujesz, że to jest to, to nie pozostaje nic tylko wziąć się do spełnienia marzenia. Odwagi, szczęścia i powodzenia! Uśmiechnij się, trzymam za Ciebie mocno kciuki ;) Pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
  8. I jeszcze jedno... Tak sobie czytam tego Twojego bloga, przeglądam starsze notki i myślę sobie "Cholera, prawie jak ja parę lat temu". Wprawdzie nie myślałam o samobójstwie, ale często miałam poczucie osamotnienia, braku akceptacji, atrakcyjności. Głównie był to okres 1-2 klasy gimnazjum. W 3 coś się zaczęło zmieniać. Potem było liceum. I znowu, 1 klasa to okres podłamania, braku satysfakcji z życia, chwilowych wybuchów optymizmu. W 2 było lepiej, w 3 już fantastycznie. Grunt to zaakceptować siebie. Wiem, że częśto się to słyszy, że brzmi wyświechtanie. Ale taka jest prawda. Co się zmieniło u mnie? Wyluzowałam. I koleżanki zamieniłam na kolegów ;) Nie zdawałam sobie wcześniej sprawy z tego, jak faceci mogą zmienić mnie, moje życie. Przyjaciółki zostały, ale koleżanek już nie potrzebowałam, zwłaszcza tych fałszywych. Dziś mam 19 lat, przede mną studia psychologiczne. Mnóstwo błędów na koncie, ale o wiele więcej cudownych chwil. Bo zaczęłam się uśmiechać. Teraz mam wrażenie, że z depresji się wyrasta. Nie wiem ile masz lat, ale biorąc pod uwagę Twój stan psychiczny i sposób patrzenia na życie mogę Ci zagwarantować, że prędzej czy później nastapi przełom. To nie musi być wielka miłość, wyjazd w nieznane. Po prostu coś zmieni się w Tobie i zaczniesz wszystko inaczej postrzegać; nawet nie zauważysz kiedy ;) Zapraszam na mojego bloga, może tam zrozumiesz o co mi chodzi. Problemy ma każdy, niektórzy jak ja lubią je wyolbrzymiać. Ale zawsze to mija. I jest lepiej. Polecam wiersz Wisławy Szymborskiej "Nic dwa razy" - cała prawda o życiu. Jeśli chciałabyś pogadać, zawsze możesz napisać - gg 7970033, służę całą sobą;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hello, jak tam u Ciebie? Nie piszesz, więc nie wiem:)) Wogóle jak masz ochotę wbijaj do mnie, dzisiaj nową notę zasunełam:)) Pozdrowienia :))

    OdpowiedzUsuń

Komentarz za komentarz. Jeśli podoba ci się blog to go zaobserwuj.
Dziękuję ♥