1 stycznia 2016

Osiemdziesiąt jeden

Porozrzucane płatki białych róż prowadzą korytarzem do przepięknej, białej sypialni. Na półkach, szafkach palą się świeczki o zapachu delikatnej wanilii. Przez drzwi tarasowe wpada słonomorskie orzeźwiające powietrze, które rozwiewa baldachim wokół łóżka. A tam dwojga młodych ludzi okazuje sobie miłość. Słychać tylko jak zakochani w sobie przeżywają namiętnie chwile pełne rozkoszy.
  I nagle przyszła wielka fala nie zostawiając nic po wspomnianej przech chwila chwili.

Dziewczyna, która była umówiona tylko na piątkowy spacer po parku leżała teraz obok niego, u jego kumpla w salonie. Kazał jej się przytulić, gdy zobaczył że cała się trzęsie i ma gęsią skórkę. Wiele czasu nie minęło, gdy się zaczeli całować, a jej majtki nie leżały w jej zasięgu. Szybko znalazł w niej punkt, który doprowadzał ją do uniesienia myśląc, że tak jest i tym razem. Obrócił ją tak, że po chwili znalazła się na nim. Szybko znalazła ruchy, które pozwalały go zaspokoić. Po kilku minutach było już po wszystkim. Usiedli, a za chwilę poszła do łazienki. Krew lekko leciała. Nie potrafiła na siebie spojrzeć, zrobiła to z przypadkowym facetem. Nie tak to sobie wyobrażała. Kilka łez popłyneło, ale szybko je starła i wróciła do niego udawając że wszystko jest w porządku.
Dni minęły, mimo że nie znała tych facetów lubiła z nimi spędzić ten weekend, poza nocami... Po trzech dniach wróciła do domu, chciała wymazać sobie te chwile z pamięci. A tymczasem rodzice jeszcze bardziej ją katowali psychicznie, fizycznie zresztą też - kilka ciosów poleciało ale co z tego. Dobrze, że nie wiedzieli co tam zrobiła. Usłyszała kolejne słowa, zakazy itp.. Dopiero późnym wieczorem się trochę uspokoiło.  Choć nadal ciężko jej było zasnąć.

Minął miesiąc. Obiecała sobie że zapomni o tych nocnych chwilach, o tym facecie, o tym co działo się w kuchni gdy robili obiad... A nadal ma to przed oczami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz za komentarz. Jeśli podoba ci się blog to go zaobserwuj.
Dziękuję ♥